Bój o talent

Talent talentowi nierówny. Mojego na przykład talentu do robienia mało subtelnych min, nie da się porównać do talentu aktorskiego takiej Meryll Streep. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że branża HR i EB bardzo się martwi niedoborem talentów. A mnie martwi bardziej niedobór rąk i głów do pracy.

W pracy rekrutera miałam przyjemność spotkać wiele utalentowanych osób. Część z nich zrobiła tak zwaną karierę rozwijając się w ramach firmy i wspinając po kolejnych szczeblach drabiny zawodowej. Części natomiast wystarczyła możliwość wykonywania swojej pracy tak dobrze, jak potrafili, na jednym, ustalonym poziomie.

źródło: Pinterest

W pracy rekrutera spotkałam też sporo osób, którym wydawało się, że na skali talentu znajdują się bardzo blisko ideału. Niestety mylili się, a ja miałam problem z przekazaniem im szczerego feedbacku.

Prawda jest taka, że firmy potrzebują ograniczonej ilości talentów, czyli osób, które poza posiadaniem wiedzy merytorycznej potrafią też „rozwijać biznes”. Ilu można zatrudnić prezesów czy dyrektorów? Ile „gwiazd” pomieści jeden zespół i jak nimi zarządzać, nie powodując poczucia niedowartościowania u reszty? Naturalne jest, że na pewnym etapie część talentów rośnie w firmie, a część przenosi się gdzieś, gdzie ma większe szanse rozwoju. I fajnie. Ale poza tym w każdej organizacji są ci, którzy pomysły managementu wcielają w życie. Ludzie, którzy codziennie przychodzą do pracy, wykonują ją, a później wychodzą realizować się prywatnie. Problem polega na tym, że rynek od każdego wymaga, żeby był wybitny. A kiedy każdy chce być wybitny, powstają oczekiwania, które rzadko da się spełnić. I te oczekiwania prowadzą do frustracji i poczucia niedocenienia.

źródło: Pinteres

Sytuacji nie poprawia wcale obecna w organizacjach polityka up or out – czyli przyj do przodu, ujawniaj talent, albo… rozwijaj się poza strukturami naszej firmy. Wielka grupa wykonawców, świetnych rzemieślników swoich zawodów, dochodzi do wniosku, że ich praca i zaangażowanie nie zostaną docenione, jeśli nie posiadają dodatkowych, „biznesowych” kompetencji. Młodzi ludzie, widząc tę sytuację, nie chcą być rzemieślnikami, więc nie aplikują albo szybko rezygnują z takiej pracy. I tak powstaje problem – skąd wziąć ludzi, którzy będą chcieli po prostu robić robotę?

źródło: ecards

Ilość wybitnych kandydatów na rynku jest ograniczona, a walczy o nie sporo organizacji. Ale może warto zastanowić się nad polityką walki o solidnych pracowników. Czyli nie tylko tych znacząco przekraczających oczekiwania w nomenklaturze ocen rocznych, ale też tych, którzy te oczekiwania po prostu spełniają. Ludzi, na których opiera się część wykonawcza każdego biznesu. Nasi zachodni sąsiedzi już to dostrzegają (od lat), dlatego pracownicy średniego szczebla mają się tam dobrze. Również ci, którzy docierają tam z Polski. I widzą, że można być docenianym, wynagradzanym i poważanym, nie tylko za zdobywanie kolejnych odznak, ale też za bycie po prostu (albo i aż!) dobrym w swojej pracy.

źródło: ecards

Może warto już teraz wykazać się talentem do pozyskiwania nie tylko gwiazd, ale także tych, którzy realizują gwiezdne plany i pomysły?

Dodaj komentarz