Łapka w górę i subskrypcja, czyli o opiniach na temat pracodawców

Wyobraź sobie taką sytuację: powstaje portal o szumnej nazwie „najlepsipracownicy.pl”, na której każdy może napisać wszystko o wszystkich. Ale żeby nie wyszedł z tego fejsbuk to nie dość, że można pisać anonimowo, to jeszcze w kontekście życia zawodowego. I tak pojawiają się wpisy „spoko pracownik, miłe wspólne 3 lata, dużo wniósł do firmy” oraz „beznadzieja, fleja, leń i ciągle szczeka o podwyżkę”. Tych drugich jest troszkę więcej. No bo wiesz jak jest – kiedy jest dobrze, to nie trzeba o tym mówić. Ale jak ktoś cię wkurzy – dajesz upust na całego. Nic tak nie motywuje jak złość. I wyobraź sobie, że taki portal się reklamuje zapraszając pracodawców do weryfikowania pracowników za ich pośrednictwem. „Chcesz zatrudnić specjalistę? Najpierw wejdź na naszą stronę i sprawdź, co piszą o nim inni pracodawcy!”. Ale skąd wiadomo, że wypowiadają się właśnie pracodawcy jeśli wpisy w większości są anonimowe? Skąd wiadomo, że w ogóle znają tych ludzi? Nie wiadomo. Żeby jednak oddać sprawiedliwość właścicielom portalu „najlepsipracownicy.pl” trzeba dodać że jest tam zakładka „Dla pracowników”, gdzie możesz się zapoznać ze szczegółową ofertą dostępu do swojego konta. Za drobną lub drobniejszą opłatą możesz pokasować ze swojego profilu negatywne opinie i poprosić znajomych, żeby wypisali jakiś umiarkowany pean na twoją cześć – tak żeby było wiarygodnie.

źródło: themetapicture.com

Możesz sobie przestać wyobrażać. Możesz zacząć trzymać kciuki, żeby taki portal nigdy nie powstał. Pewnie nie powstanie chociażby ze względu na obostrzenia dotyczące ochrony danych osobowych. Pracodawcy mają gorzej. O nich można pisać. I żeby była jasność – daleko mi do bronienia nieuczciwych pracodawców przed publikowaniem informacji na ich temat. Sęk w tym, że te informacje powinny być sprawdzone i prawdziwe. A często nie są.

źródło: patheos.com

Kiedy szukałam pracy czasem zdarzyło mi się zajrzeć na jakąś stronę z opiniami o pracodawcach. Wychodziłam z nich z przekonaniem, że świat jest podły, a wszyscy pracodawcy to świnie. Dlatego przestałam je odwiedzać. W morzu anonimowych wpisów ludzi sfrustrowanych i nieszczęśliwych pewnie są jakieś rzeczowe opinie. Ale jak je odróżnić od całej reszty?

Nic tak nie działa jak rekomendacja znajomych! A znajomi mają to do siebie, że ich znamy! Będąc młodą rekruterką zdarzało mi się zasięgać języka o kandydatach wśród osób z firm, w których wcześniej pracowali. Akurat tak trafiałam, że ktoś znał kogoś, kto znał kogoś. Będąc poszukiwaczką pracy też zwracałam się o opinię i poradę do  byłych czy obecnych pracowników kilku firm. Co było najciekawsze, to że zawsze opinie były wyważone. Ani hurra fantastyczne ani miażdżące. Człowiek znający firmę od środka był mi w stanie powiedzieć dokładnie, czego mogę się spodziewać, bez lukrowanej warstwy PR&marketingu. Ludzie pracujący z kandydatami których chciałam zatrudnić opowiadali jak układała się współpraca. Im wierzyłam.

źródło: englishblog.com

W czasach rozpędzającego się employer brandingu pewnie będzie powstawało sporo portali „zbierających opinie”. Problem w tym, że ich cele i cele rekruterów czy kandydatów są zwykle skrajnie odmienne. Celem takiego portalu jest sprzedać jak najwięcej pakietów pracodawcom którzy będą chcieli wstawić logo, firmowe barwy i kilka słów o sobie oraz usunąć kilka czy kilkadziesiąt anonimów. Celem kandydata jest znaleźć rzetelną informację i na niej oprzeć decyzję o zatrudnieniu się lub nie, w firmie. A cel HR’a? Robić swoje – najlepiej jak potrafi prowadzić procesy rekrutacyjne i starać się żeby pracowało się fajnie.

źródło: pinterest

Dodaj komentarz